Zamiatacze

1-2

Rozdział #1 - Wyprawa po zapasy (część 2)

9 września 2518 - Północna część miasta

 Jake siedział w wielkiej ciężarówce razem z innymi hoarderami jadącymi na misję.
- Cześć, jestem Mike. - powiedział jeden z nich uśmiechając się - Od dość dawna jestem hoarderem, ale mam zamiar awansować i służyć u boku samego generała jako zamiatacz. Nasza misja polega na znalezieniu jak największej ilości leków, nie ważne jakich. Kilka osób w dystrykcie zachorowało a od ostatniego wypadu minęło sporo czasu więc przyda się wszystko. W części północnej, do której teraz jedziemy jest szpital i apteka. Będziemy podzieleni na 3 grupy. Jedna zbada aptekę, reszta szpital. Należysz do grupy badającej aptekę, razem ze mną. Wyposażony będziesz w worek na leki, kamizelkę kuloodporną i tego oto zardzewiałego Colta 1911, miejmy nadzieję, że nie będziesz musiał go używać. Jakieś pytania?
- Tak, chciałbym się zapytać, przed czym będę miał się bronić?
Ciężarówka zatrzymała się, Mike powiedział:
- Jesteśmy przy aptece, wysiadaj!
Jake wyskoczył z tira i spojrzał na aptekę. Na pierwszy rzut oka wydawała się dość mała. Trójwymiarowy napis znajdujący się nad wejściem był oberwany, brakowało liter "T" i "K". Ściany były prawie całkowicie szklane, gdzieniegdzie było widać pęknięcia. Mężczyzna spojrzał na swoją grupę . 5 osób - w tym on i Mike.
- Dobra ludzie! Wchodzimy - krzyknął Mike i grupa weszła do budynku.
Wszyscy zaczęli wrzucać co popadnie do swoich worków. Przeszukanie apteki i zapakowanie leków nie zajęło dłużej niż 5 minut. Gdy grupa skończyła, Mike zakomenderował powrót do ciężarówki, która stała przy szpitalu. Wolnym krokiem Jake i reszta skierowali się w daną stronę. Gdy byli już przy ciężarówce usłyszeli wystrzał dochodzący ze szpitala. Rzucili worki na ziemię i pobiegli w stronę kliniki.
Grupa rozdzieliła się w celu szybszego znalezienia reszty. Jack pobiegł razem z Mike'iem. Biegli zniszczonymi korytarzami szpitala aż w końcu natrafili na jednego ze swoich towarzyszy leżącego na ziemi. Nie żył, w głowie miał dziurę.
- SNAJPERZY! - Wrzasnął Mike - KRYĆ SIĘ!
Po chwili dało się słyszeć kolejny strzał. Pocisk przeleciał obok Jake'a i trafił w pobliską ścianę tworząc w niej wgłębienie. Nie myśląc długo mężczyzna schował się jak najdalej od okien.
- Co się dzieje!? - Zapytał Mike'a przestraszony
- To dezerterzy! Włóczą się po miastach, nie mają własnych obozów, jedynym ich celem jest znaleźć takich jak my by później ich zabić bądź schwytać.
- Ale po co!?
Kolejny pocisk uderzył Mike'a w ramię. Jake złapał go i pobiegł do wyjścia. Postanowił zanieść rannego do ciężarówki i za pomocą medykamentów zaopatrzyć ranę. Zobaczył drzwi frontowe. Zaczął biec szybciej. Wybiegł na dwór kierując się w stronę tira. Chwilę potem nastąpił wybuch. Samochód eksplodował, Jake'a odrzuciło do tyłu, stracił przytomność.

 Otworzył oczy, był ciągnięty po ziemi. Spróbował się poruszyć, lecz poczuł tylko ból. Zdał sobie także sprawę, że jest związany.
- Jeden się obudził! - Krzyknął ktoś obok
Jake zobaczył czyjąś twarz zakrytą bandaną, po czym został uderzone czymś twardym w głowę. Zemdlał.

 Dwóch dezerterów siedziało przy ognisku w starej siedzibie straży. Ich ekwipunek leżał oparty o ścianę, przy sobie mieli tylko noże oraz broń w razie jakichkolwiek problemów. Pod nieobecność grupy mieli pilnować bazy i zdawać relacje Wielkiemu Gragowi. Drzwi prowadzące na zewnątrz otworzyły się i do środka weszło 3 uzbrojonych mężczyzn.
- Ilu tym razem? - Zapytał jeden z siedzących przy ognisku
- Dwóch. - Odpowiedział przybysz - Szukali leków w starym szpitalu.
- Zamknij ich w celi i poczekaj aż się obudzą, może oprócz zapłaty dostaniemy też kilka przydatnych informacji...


This website was created for free with Stronygratis.pl. Would you also like to have your own website?
Sign up for free