Zamiatacze

Prolog

Prolog

- Zamiatacze! - krzyknął donośnie generał - Przygotujcie się do 12 wypadu oczyszczającego!
W ciasnej komorze ewakuacyjnej podniósł się gromki okrzyk zachwytu. Po chwili ciężka zasuwa otworzyła się odsłaniając zniszczony Paryż.
- Przygotować się do zrzutu!

 Powoli spadałem patrząc na nasz nowy dom. Jeżeli wszystko przebiegnie pomyślnie powinniśmy skończyć do wieczora. Tym samym już jutro rano przyjadą ciężarówki z naszymi. W końcu będziemy mogli spokojnie mieszkać z dala od stref napromieniowania. Miejmy nadzieję, że nie popełnimy tego samego błędu, co w poprzednim sektorze. Wylądowałem. Byłem w odległości kilometra od wieży Eiffla, tam mieliśmy się spotkać po oczyszczeniu swojego kwartału. Nie myśląc dłużej zabrałem się do roboty. Pierwszy budynek: prawie cały zniszczony, ostał się tylko kawałek pierwszego piętra. Przygotowałem emiter i powoli wszedłem do środka. Na podłodze leżała masa gruzu i szkła, gdzieniegdzie leżały zniszczone meble lub przedmioty codziennego użytku. Wyglądało na to, że ten budynek jest czysty. Wyjąłem z kieszeni elektroniczną mapę i odznaczyłem pierwszy cel. Skierowałem się do kolejnego, który był całkowicie zniszczony, a przynajmniej tak mi się zdawało. Zauważyłem, że okno prowadzące do piwnicy jest całe. Spojrzałem przez nie. Ledwie cokolwiek zauważyłem, było tam kompletnie ciemno. Wyglądało na to, że piwnica nie była zasypana. Spróbowałem otworzyć okienko, lecz było zamknięte. Wybiłem szybę i wślizgnąłem się do środka. Gdy to zrobiłem, usłyszałem piskliwy dźwięk prowadzący z głębi. Wyjąłem latarkę i oświetliłem pomieszczenie. Było wypełnione różnorakimi stolikami, krzesłami i innymi meblami, widać ktoś miał tutaj swój warsztat. Znów usłyszałem dziwny dźwięk, więc skierowałem snop światła w stronę, z której dochodził. Przygotowałem "emiter" i jak się okazało słusznie, ponieważ dźwięk wydawał jeden z nich. Bez namysłu wysłałem w niego promień i było po kłopocie. Zbliżyłem się do spalonych zwłok. To był błąd. Poczułem na swojej twarzy lepką, palącą ciecz. Wyciągnąłem z kieszeni strzykawkę i szybkim ruchem zaaplikowałem sobie jej zawartość. Antidotum weszło do mojego krwioobiegu. Śluz zniknął. "Było blisko" pomyślałem wychodząc z piwnicy. Odznaczyłem budynek na mapie i skierowałem się ku kolejnemu. Była to stara, opuszczona fabryka. Zajmowała połowę mojego kwartału, więc gdybym ją przeszukał miałbym już robotę z głowy. Szybkim krokiem skierowałem się ku wielkim, metalowym drzwiom prowadzącym do środka. Otworzyłem je wzbijając chmurę kurzu. Zakryłem twarz i wszedłem do środka. Wnętrze fabryki było oświetlone promieniami słońca dostającymi się przez wielkie, zakurzone okna. Linie produkcyjne były zatrzymane, walało się na nich wiele śmieci. Sięgnąłem ręką do tylnej kieszeni i wyjąłem wykurzacz. Przy tak dużych przestrzeniach był to jedyny sposób, aby niczego nie przeoczyć. Położyłem urządzenie na ziemi i wcisnąłem guzik znajdujący się na boku. Gdy to zrobiłem z maszyny zaczął wydobywać się cichutki, melodyjny dźwięk. Cichutki, ale dla ludzi. Śmieci zaczęły się trząść, więc przygotowałem emiter i oddaliłem się w stronę drzwi. Chwilę potem z linii produkcyjnych zaczęli wyskakiwać mutanci. "Skąd oni się biorą?" Pomyślałem uruchamiając broń. Stworzenia były zdezorientowane i przestraszone, przez co łatwo było je powystrzelać. Gdy wszystkie leżały już spalone na ziemi podniosłem wykurzacz, wyłączyłem go i ponownie schowałem do kieszeni. Pozostało mi tylko poszukać jakichś mniejszych pomieszczeń o ile jakieś tu są i oczyścić je. Przeszedłem wzdłuż ścian, lecz żadnego z nich nie zauważyłem. Postanowiłem się wycofać i skierować do wieży, lecz zauważyłem prostokątny właz przy jednej z linii. Nie miałem ochoty tam schodzić, ale na tym polegała moja praca. Otworzyłem właz i zobaczyłem drabinę schodzącą w czerń. Wyciągnąłem latarkę i zacząłem schodzić. Jak się okazało drabina prowadziła do pomieszczenia, dość małego. Jedyną rzeczną znajdującą się w środku był stół zawalony kartkami. Obejrzałem je. Były to czyjeś zapiski, większości nie dało się rozczytać, lecz niektóre słowa dałem radę odszyfrować: kłamstwo, ludzie, napromieniowanie, wojsko. Sądziłem, że siedział tutaj jakiś szaleniec zapisując na kartkach swoje przemyślenia. Postanowiłem stamtąd wyjść, więc skierowałem się po drabinie. Nie wierzyłem własnym oczom, gdy zobaczyłem oznaczenie za drabiną. Promieniowanie. Bardzo szybko zacząłem wspinać się na zewnątrz, może nie siedziałem tam na tyle długo, aby dostać choroby popromiennej. Wyszedłem i zamknąłem za sobą właz. Szybkim krokiem skierowałem się ku wieży Eiffla. Gdy byłem już blisko usłyszałem za sobą kroki. Moje ciało stało się gorące. Moja skóra zaczęła robić się czerwona. Padłem na ziemię. Ktoś zbliżył się do mnie, rozpoznałem go. To był Mike, mój kolega po fachu. Wycelował we mnie emiter i powiedział:

- Giń, mutancie.

This website was created for free with Stronygratis.pl. Would you also like to have your own website?
Sign up for free